Plusy wspólnego mieszkania przed ślubem
Nie ma nic lepszego jak zdobycie wiedzy poprzez własne doświadczenie, poczucie czegoś na własnej skórze – jak to mówią: spróbuj, a przekonasz się sam. I muszę przyznać, że jest to święta prawda. Ale zacznę może od początku. Otóż byłam wychowana w rodzinie tradycyjnej, gdzie zarówno moi dziadkowie jak i moi rodzice wspólne mieszkanie rozpoczęli dopiero po ślubie. Również we mnie próbowano początkowo wpoić taki zwyczaj. Jednak bunt młodzieńczy zwyciężył i przełamałam rodzinną tradycję z czego dziś jako młoda żona, bo zaledwie z miesięcznym stażem, jestem niebywale dumna i polecam z czystym sumieniem wszystkim parom, które zamierzają zawrzeć związek małżeński. Z obecnym dziś już mężem mieszkaliśmy od momentu narzeczeństwa, czyli około czternastu miesięcy przed ślubem.
Dzięki temu „dotarliśmy” się przez ten czas, poznaliśmy się dość dobrze i teraz już jako małżeństwo znamy swoje zachowania nie tylko w tych cudownych i kolorowych chwilach, ale także kiedy mamy swoje gorsze dni. Po prostu oswoiliśmy się i poznaliśmy swoje wady i zalety, które towarzyszą nam w życiu codziennym. Ponadto ja, jako przyszła żona, gospodyni domu mogłam stopniowo oswajać się z czekającymi na mnie obowiązkami takimi jak utrzymanie domu w czystości, praniem, gotowaniem. Miałam na przyzwyczajenie się do tego ponad rok czasu, a dzięki temu obowiązki te nie spadły na mnie jak lawina po ślubie, lecz stopniowo sama według swoich możliwości brałam na siebie ciężar utrzymania domu. Dziś cieszę się z tego, a moi tradycyjni rodzice zmienili podejście do wspólnego mieszkania przed ślubem.
W co jeszcze warto się zaopatrzyć
Czy to w domu czy też w mieszkaniu narażeni jesteśmy na różnego rodzaju usterki. Dlatego tak ważne jest, aby w każdym domu był chociażby najbardziej podstawowy sprzęt do naprawienia tychże usterek. Pisząc o podstawowym sprzęcie mam na myśli przede wszystkim wiertarkę z zapasem różnych rozmiarów wierteł, dobrze jest, gdy posiadamy przynajmniej z trzy przedłużki o różnej długości. Ponadto w każdym domu koniecznie powinny być różnego rodzaju śrubokręty i różne rozmiary kluczy odpowiednie do różnych śrub. Inaczej troszkę wygląda sytuacja jeśli mieszkamy na wsi, czy nawet w mieście, ale w domu jednorodzinnym.
Otóż w tym przypadku powinniśmy, a raczej musimy, zaopatrzyć się w dodatkowe sprzęty. I tak na pewno niezbędna będzie tutaj kosiarka, bo przecież innej możliwości nie ma – trawę trzeba sobie samemu skosić. Jeśli na podwórku mamy wiele miejsc trudno dostępnych zwykłą kosiarką, wiele drzewek czy altanę, dobrze jest dokonać zakupu podkaszarki, która za pomocą żyłki wytnie trawę w najbardziej niedostępnych miejscach, dzięki czemu nasze podwórko będzie jeszcze bardziej estetycznie wyglądać. Nie zapominajmy również o piłach spalinowych, które przydadzą nam się szczególnie wtedy, kiedy nasz dom jest wyposażony w ogrzewanie z tradycyjnego opału. Zamawiane drewno często jest dość sporych gabarytów, co zdecydowanie umożliwia ich włożenie do pieca. Dzięki pile elektrycznej bądź spalinowej w szybkim tempie pozbędziemy się problemu. Teraz już żaden rozmiar drewna nas nie zaskoczy i nie będziemy musieli prosić się sąsiada o wypożyczenie jego prywatnego sprzętu.
Planowanie budżetu rodzinnego
Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że należę do osób nie chytrych i skąpych, ale oszczędnych. Uważam, że pieniądze szczęścia nie dają, ale na pewno powodują, że człowiek śpi spokojniej mając świadomość większego bądź mniejszego zaplecza finansowego. W moim przekonaniu każda rodzina powinna mieć odłożone jakąś sumę pieniędzy, której nie będzie ruszać – powinna posiadać pieniądze odłożone – jak to się mówi „na czarną godzinę”. Zastanawiacie się pewnie, że niemożliwe jest, że taka sentencja płynie od kobiety, bo właśnie kobieta jest autorką tegoż artykułu. Otóż nic bardziej mylnego. Piszę to z pełnym przekonaniem. Zostałam wychowana w rodzinie, w której raczej się nie przelewało i kokosów nie było, mimo tego, że byłam i jestem jedynaczką w dzieciństwie nie miałam wszystkiego.
Rodzice zawsze wpajali we mnie oszczędność i może właśnie dzięki temu, teraz, kiedy sama jestem gospodynią domu i mąż na koniec każdego miesiąca oddaje mi pensję, tak dobrze potrafię ją rozdysponować. Może wydawać się to nieco dziwne, ale na początku każdego miesiąca wypisuję sobie czekające nas opłaty, które zresztą zawsze reguluję we wskazanym terminie, dzięki czemu wiem ile pieniędzy nam zostanie do rozdysponowania. Zawsze udaje mi się tak nimi dysponować, że mamy wszystko czego zapragnie skonsumować nasz żołądek, mamy to do ubrania, co spodobało się naszym oczom, pozwalamy sobie na wieczorne chwile relaksu udając się do kina czy na kręgle, a ponadto jesteśmy spokojni, bo zawsze jakieś zaplecze finansowe posiadamy.
Konflikt o telewizję
Nigdy się nie spodziewałam, że ta kwestia wzbudzi w naszym domu tak wiele dyskusji i to tak długich i żmudnych. Zastanawiacie się o jaką kwestię chodzi? No właśnie, chodzi o nic innego jak o telewizję. Początkowo pojawił się delikatny problem dotyczący zakupu nowego telewizora, na który w sumie bez większego problemu się zgodziłam. Kiedy mąż osiągnął cel i kupiliśmy ten ogromny, trójwymiarowy telewizor, próbował rozpocząć ze mną dyskusję na temat kolejnego zakupu – tym razem kompletu okularów do tej trójwymiarowej telewizji.
Nie zgodziłam się na ich zakup, ale akurat zbieg okoliczności sprawił, że mój mąż miał w niedługim czasie urodziny, więc pomysł na prezent sam mi podsunął i kupiłam mu nic innego jak właśnie komplet okularów, za które zapłaciłam aż siedemset złotych. Szczerze mówiąc nie miałam zamiaru fundować mu tak drogiego prezentu, no ale czego się nie robi dla ukochanej i tej jedynej osoby. Miałam nadzieję, że na tym zakończą się nasze dyskusje dotyczące telewizji. Mąż sprytnie dał mi kilka dni wytchnienia i od nowa zaczął ze mną nawiązywać jakże przyjemną rozmowę o telewizji. Tym razem jednak chodziło mu o telewizję cyfrową. Twierdził, że niepotrzebnie kupowaliśmy taki zwitny telewizor, skoro posiadamy cztery podstawowe programy na krzyż. Teoretycznie miał rację, której nie chciałam mu przyznać, ale moja niechęć do telewizji cyfrowej wynikała z obawy, że mąż później będzie poświęcał więcej czasu na oglądanie telewizji niż na rozmowy ze mną. Mimo tych wszystkich obaw zgodziłam się na kolejny zakup.
Nie ma chyba na całym jakże olbrzymim globie osoby, która nie chciałaby mieć mieszkania, swojego własnego mieszkania, do którego zawsze może wrócić po ciężkim dniu w pracy, szkole czy też po zajęciach na uczelni i w spokoju odpocząć po całodziennym wysiłku. Każdy z nas chciałby je mieć, ale czy chociażby przez chwilę ktoś z czytających ten artykuł zastanawiał się co to takiego jest w ogóle to mieszkanie? No właśnie, chyba niewiele jest takich osób. Najprościej rzecz ujmując można rzec, że owe mieszkanie to po prostu cztery kąty, które będą dla nas oazą spokoju, wyciszenia i miejscem schronienia nawet przed najdrobniejszym niebezpieczeństwem.