Wnętrza domu

jak bajecznie mieszkać




Planowanie budżetu rodzinnego

Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że należę do osób nie chytrych i skąpych, ale oszczędnych. Uważam, że pieniądze szczęścia nie dają, ale na pewno powodują, że człowiek śpi spokojniej mając świadomość większego bądź mniejszego zaplecza finansowego. W moim przekonaniu każda rodzina powinna mieć odłożone jakąś sumę pieniędzy, której nie będzie ruszać – powinna posiadać pieniądze odłożone – jak to się mówi „na czarną godzinę”. Zastanawiacie się pewnie, że niemożliwe jest, że taka sentencja płynie od kobiety, bo właśnie kobieta jest autorką tegoż artykułu. Otóż nic bardziej mylnego. Piszę to z pełnym przekonaniem. Zostałam wychowana w rodzinie, w której raczej się nie przelewało i kokosów nie było, mimo tego, że byłam i jestem jedynaczką w dzieciństwie nie miałam wszystkiego.

Rodzice zawsze wpajali we mnie oszczędność i może właśnie dzięki temu, teraz, kiedy sama jestem gospodynią domu i mąż na koniec każdego miesiąca oddaje mi pensję, tak dobrze potrafię ją rozdysponować. Może wydawać się to nieco dziwne, ale na początku każdego miesiąca wypisuję sobie czekające nas opłaty, które zresztą zawsze reguluję we wskazanym terminie, dzięki czemu wiem ile pieniędzy nam zostanie do rozdysponowania. Zawsze udaje mi się tak nimi dysponować, że mamy wszystko czego zapragnie skonsumować nasz żołądek, mamy to do ubrania, co spodobało się naszym oczom, pozwalamy sobie na wieczorne chwile relaksu udając się do kina czy na kręgle, a ponadto jesteśmy spokojni, bo zawsze jakieś zaplecze finansowe posiadamy.

Tagi: , ,

Podobne

Nie ma nic lepszego jak zdobycie wiedzy poprzez własne doświadczenie, poczucie czegoś na własnej skórze – jak to mówią: spróbuj, a przekonasz się sam. I muszę przyznać, że jest to święta prawda. Ale zacznę może od początku. Otóż byłam wychowana w rodzinie tradycyjnej, gdzie zarówno moi dziadkowie jak i moi rodzice wspólne mieszkanie rozpoczęli dopiero po ślubie. Również we mnie próbowano początkowo wpoić taki zwyczaj. Jednak bunt młodzieńczy zwyciężył i przełamałam rodzinną tradycję z czego dziś jako młoda żona, bo zaledwie z miesięcznym stażem, jestem niebywale dumna i polecam z czystym sumieniem wszystkim parom, które zamierzają zawrzeć związek małżeński. Z obecnym dziś już mężem mieszkaliśmy od momentu narzeczeństwa, czyli około czternastu miesięcy przed ślubem.

Dzięki temu „dotarliśmy” się przez ten czas, poznaliśmy się dość dobrze i teraz już jako małżeństwo znamy swoje zachowania nie tylko w tych cudownych i kolorowych chwilach, ale także kiedy mamy swoje gorsze dni. Po prostu oswoiliśmy się i poznaliśmy swoje wady i zalety, które towarzyszą nam w życiu codziennym. Ponadto ja, jako przyszła żona, gospodyni domu mogłam stopniowo oswajać się z czekającymi na mnie obowiązkami takimi jak utrzymanie domu w czystości, praniem, gotowaniem. Miałam na przyzwyczajenie się do tego ponad rok czasu, a dzięki temu obowiązki te nie spadły na mnie jak lawina po ślubie, lecz stopniowo sama według swoich możliwości brałam na siebie ciężar utrzymania domu. Dziś cieszę się z tego, a moi tradycyjni rodzice zmienili podejście do wspólnego mieszkania przed ślubem.